17 октября 2018 г.

Jak trafiłam do Polski / Как я переехала в Польшу

08:15
PL:
Jestem przekonana, że każdy ma swoją historię. Moja zaczęła się w Kursku, w Rosji, gdzie urodziłam się i mieszkałam przez 21 lat. Później złożyło się tak, że przeprowadziłam się do Polski, mając ze sobą dwie torby bagażu. Tutaj zostałam, mam nadzieję, na zawsze! Mam już tutaj swoją rodzinę, zdolnego synka i ukochanego męża. Budujemy wspólną i ciekawą historię!



Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak trafiłam do Polski i dlaczego wybór padł na Warszawę, to zapraszam do przeczytania dzisiejszego artykułu!

To był ostatni rok moich studiów na uczelni wyższej w Kursku. Pisałam już magisterkę oraz pracowałam drugi rok na pełen etat, kiedy w okolicach grudnia mój znajomy, który załapał się na program wymiany studentów Erasmus Mundus i był w tym momencie w Holandii, rzucił mi wyzwanie, że nigdy nie dam rady trafić na podobny program. W jego mniemaniu byłam straszliwie leniwą osobą i nie zdążyłabym wszystkiego na czas przygotować. Podjęłam wyzwanie i momentalnie zaczęłam rozeznawać się, jak można trafić na Erasmus Mundus.

Okazało się, że każdego roku według tego programu była przewidziana ograniczona liczba miejsc w europejskich szkołach wyższych oraz grant dla uczniów z różnych uniwersytetów Rosji i kilku innych krajów. Dla mnie ciekawe były tylko dwie propozycje: warszawska SGGW na kierunku "Informatyka i Ekonometria" oraz niemiecki Hohenheim z jego ekwiwalentem. Do uczestnictwa w konkursie podchodziły w pierwszej kolejności rosyjskie uczelnie oficjalni partnerzy programu Erasmus Mundus, a już w drugiej fali chętni ze wszystkich zakątków kraju z pakietem wymaganych osiągnięć.
Lista wymagań w pierwszej chwili mnie przeraziła, miała w sobie 
  1. certyfikat znajomość języka angielskiego;
  2. 2 lub 3 polecenia z mojej uczelni wyższej;
  3. publikacja pracy naukowej na temat, związany z moją specjalnością;
  4. dokument, potwierdzający moje dotychczasowe wykształcenie;
  5. pismo motywacyjne.
Wiem, że dzisiaj te wymagania stały się nieco łatwiejsze. Jak by nie było wszystko trzeba było złożyć najpóźniej do końca stycznia lub lutego (już nie pamiętam) - czyli miałam bardzo mało czasu.

To było prawdziwe piekło: przygotowywałam się do kolejnej sesji, pisałam pracę, przygotowywałam się do egzaminu na certyfikat z angielskiego oraz szukałam możliwości w skróconym terminie opublikować swoją pracę naukową. Ostatniego dnia przyjęcia dokumentów na Erasmus pędziłam nocnym pociągiem do Moskwy by wręczyć cały pakiet papierów bezpośrednio koordynatorowi projektu.



Kolejnym etapem była rozmowa kwalifikacyjna z przedstawicielami partnerskich szkół z Europy. Nie zdążyłam na pierwszy etap rozmów, nie zdążyłam również na drugi, ponieważ miałam sesję w swojej uczelni i nie mogłam ot tak sobie z niej zrezygnować (nie byłabym dopuszczona do obrony pracy dyplomowej). Dzięki moskiewskiej koordynatorce zostałam dopuszczona do ostatnich rozmów w marcu 2010 roku. Całą noc w pociągu nie spałam i tylko zastanawiałam się co mam powiedzieć i jak zmotywować swoją kandydaturę. Na korytarzu w oczekiwaniu na początek słyszałam historie kilku osób, które już po raz kolejny składały swoje wnioski i nie przychodziły konkursu, chociaż są profesorami na tej uczelni. Poczułam niepokój: nie miałam porównywalnych osiągnięć, w sumie nie miałam we własnej ocenie żadnych. Zaproszenie jako pierwszej wyrwało mnie jak ze snu: zapomniałam wszystko co powtarzałam do siebie całą noc. Praktycznie na wszystkie pytania próbowałam skierować odpowiedzi na ten fakt, że to akurat warszawska Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego najbardziej mi pasuje . Wspominałam również o tym, że odwiedziłam Warszawę już dwa razy jako turysta.

Minęło kilka miesięcy i coraz rzadziej otwierałam skrzynkę pocztową gdzie oczekiwałam wyników rekrutacji. Na koniec lata poddałam się i podjęłam się robienia dużego projektu jako programista. Zupełnie przypadkowo w ostatnich dniach sierpnia otworzyłam swoją pocztę elektroniczną. Od jakiegoś czasu czekało tam na mnie pismo o tym że moją kandydaturę rozpatrują w dziekanacie SGGW! W przypadku zatwierdzenia miałam mieć w pełni opłacone studia magisterskie i dodatkowo stypendium! Musiałam załatwić jeszcze kilka formalnych spraw ale koniec końców przeszłam ten wymagający quest!

Od tego zaczął się dla mnie niezwykle ciężki okres bo dopiero wtedy zdałam sobie sprawę na co się piszę i co na mnie czeka. Jak uzgadniałam datę przyjazdu, to wybrałam najpóźniejszą z możliwych czyli początek października, wtedy kiedy już rozpoczęły się pierwsze zajęcia. Odbył się mój pierwszy lot samolotem, pierwszy raz zaczęłam mieszkać sama z dala od rodziny. Kilka pierwszych dni miałam przed oczami mgłę i nie wierzyłam że to się dzieje naprawdę.

Czas studiów minął bardzo szybko i poznałam dużo ciekawych ludzi z różnych krajów. Zebrałam niezwykłe doświadczenie, podciągnęłam znajomość języka angielskiego, nauczyłam się mówić po polsku, spotkałam swego przyszłego męża i już na koniec moich studiów po obronie pracy magisterskiej wzięliśmy ślub. W sumie wtedy zrozumiałam, że tu zaczyna się nowa historia. Historia mojej rodziny, którą tworzymy, każdego dnia dokonując niezwykłych wyborów. To nasza rodzina będzie teraz poznawać ten świat i kto wie, może ta wspólna droga poprowadzi nas również za granice Polski i nie wiemy, gdzie i kim będziemy za 10 lat.



RU:
Всем привет!
Совсем недавно на Instagram я добавила видео о том, как я оказалась в Польше и почему, собственно, я сделала такой выбор. Чтобы увековечить эту историю для потомков, я решила, что не будет лишним упомянуть ее и это на этом блоге. Если Вам интересно, как провинциальная девушка из России решилась перехать за границу и как это стало возможным, то я Вас приглашаю усесться поудобней и почитать мою историю.

Как сейчас помню - это был конец  2009г., когда мой друг, который в то время учился в Голландии по программе студенческого обмена Эрасмус Мундус, написал, что я ни за что не добьюсь того же, что и он. Знаете, как он объяснил свои слова? Якобы я очень ленивая и никогда не довожу вещи до конца. Как Вы понимаете, меня его слова очень задели, я начала интересоваться программой и ее условиями.

Ситуация выглядела достаточно сложно: уже был открыта регистрация на конкурс. К участию в отборе в первую очередь допускались ученики и преподаватели университетов, которые официально входили в программу Эрасмус Мундус (в основном, аграрные), а затем студенты других университетов и вузов России. Требования к последним были чуть строже.
Из того, что я должна была пердлставить, было:
  • публикация по моей специальности в научном журнале; 
  • сертификат знания английского языка;
  • рекомендательные письма (2-3) от преподавателей моего университета;
  • резюме.
Времени на подготовку оставался месяц или чуть больше, а одновременно я писала дилом, готовилась к сессии и работала на полную ставку. Каким-то чудом мне удалось сделать публикацию: я нашла журнал, в котором приняли мою работу в течение недели. Без проблем я только собрала рекомендательные письма от 2 профессоров. По ночам шла усиленная подготовку к английскому и сдачи экзамина на сертификат.



Все необходимые документы удалось собрать воедино в последнюю неделю их подачи. Пришлось сломя голову мчаться в Москву, чтобы лично в руки передать их  руководительнице российской ветки Эрасмус Мундус. Она была очень удивлена, что я не прислала их почтой или курьером, а проделала 550 км и устроила личную встречу.

Все это оказалось только началом! Потом я ждала вызова в Москву на собеседование, по итогам которого принималось решение, кто пройдёт по конкурсу, а кто нет. Разумеется, не обошлось без трудностей. В связи с сессией я не смогла попасть на главную волну собеседований, не попала я и на дополнительную. В конце концов удалось записаться только на самую-самую последнюю, где вообщем-то вместе со мной стояли в очереди преподаватели и профессора московского университета. Я сразу поняла, что мои шансы пройти отбор равны нулю. Как только я оказалась в комнате для собеседования, все заготовленные тексты вылетели из моей головы. Я только при каждом случае напоминала, что мне очень подходит Варшавский университет, где есть интересующая меня специальность. После своих 5 минут славы я вышла подавленная, разбитая и уныло поплелась на Курский вокзал, чтобы отправиться домой.

Шли месяцы. Я потеряла надежду, а вестей все не было. Пришлось принять грустную правду, что мне действительно было слабО.... Пока одним (мало счастливым) днем я не обнаружила сообщение, уже неделю висевшее в почте. Сегодня, спустя 8 лет, я его перечитала. Долго смеялась, когда поняла, что тогда давно я его поняла иначе. Тогда я прочитала между строк счастливую весточкуо том, что меня уже взяли, я выиграла грант и впереди почти 2 года жизни за границей! На самом деле, нужно было еще доказать декану выбранного университета, что моя кандидатура - это стоящее вложение)))

Было еще три недели ожидания диплома, его перевод и заверение апостилем, пересылка документов в Варшаву и просьбы дать мне еще немного времени ... Когда все было пройдено, я очень испугалась и обрадовалась одновременно, поскольку только в тот момент я действительно поняла, что меня ждет.  Мои билеты были куплены на 10 октября, тогда я со своими немногочисленными пожитками и очень большим страхом в глазах прилетела в Варшаву. Первые несколько дней прошли для меня как в космосе: я не понимала, где я и что я делаю))) Как понимаете, потом всё успокоилось, и я встретила очень много интересных людей. Много путешествовала, а в одной из одной из групп я встретила своего будущего мужа. Буквально через несколько месяцев мы приняли решение пожениться. Решение, которое навсегда поменяло мою жизнь.

Сейчас я знаю, что перед нашей семьёй открыто множество новых возможностей и путей. Мы растём, и я надеюсь, что впереди у нас ещё очень много всего интересного...